17.02.2017

Sebastian Fitzek, Michael Tsokos - Odcięci


Tytuł: "Odcięci"
Autorzy: Sebastian Fitzek, Michael Tsokos
Ilość stron: 368
Wydawnictwo: Amber

Paul Herzfeld to ceniony profesor medycyny sądowej, który niejedno już widział. Jednak gdy na jego stół sekcyjny trafia ofiara, w której głowie znajduje numer telefonu swojej córki Hannah, jest przerażony. Wiadomość nagrana na pocztę głosową nie pozostawia złudzeń; Hannah jest w rękach jakiegoś szaleńca, a jej godziny są policzone. Warunek jest jeden - zero policji. 
W tym samym czasie na odludnej wyspie na Morzu Północnym młoda rysowniczka komików, Linda, znajduje na plaży ciało z wyrytym na piersi imieniem Eryk, a obok niego telefon, na który ktoś próbował się wcześniej dodzwonić.

W pewnym momencie wydawało mi się, że wszystko już wiem. Tak, tak. Tak sobie głupia myślałam, a tak naprawdę nie wiedziałam nic. To, co się dzieje na końcowych stronach jest niczym huragan, który z ogromną prędkością porywa wszystko, co spotyka na swojej drodze, zmieniając w tej sposób dotychczasowy krajobraz. Kiedy już myślałam, że poznałam rozwiązanie, chwilę później dostawałam kolejny zwrot akcji i z otwartymi ze zdziwienia ustami przewracałam kolejne strony. Autorzy naprawdę się postarali. Jest to thriller na wysokim poziomie, różniący się od innych tytułów z tego gatunku. Napisany z dbałością o szczegóły - zwłaszcza te medyczne, co z pewnością jest zasługą Tsokosa. Jest też brutalnie, autorzy nie szczędzą czytelnikowi nieprzyjemnych i brutalnych opisów. Wracając jeszcze do tego zakończenia to momentami wydało mi się nawet trochę przesadzone i za bardzo zaplątane, wręcz absurdalne i mało realne, ale to w sumie w stylu Fitzeka. Ja jednak nie narzekam, bo lubię od czasu do czasu nakarmić swoją wyobraźnię takimi scenami.

Na ogół do duetów literackich raczej mnie nie ciągnie, a już na pewno podchodzę do nich z dużą ostrożnością. Boję się po prostu, że na kartach powieści zastanę chaos i wyczuwalne będzie niedopracowanie oraz różnica stylów. Jednak w przypadku "Odciętych" wszystkie obawy były niepotrzebne, bo kompletnie nie odczułam, że mam do czynienia z dwojgiem autorów.  Wszystko jest spójne, dopracowane, a książka trzyma poziom od początku do końca. Tutaj dodam jeszcze, że książki Fitzeka znam chyba wszystkie, a Tsokos to dla mnie nowe odkrycie i na pewno będę chciała poznać inne jego tytuły.

Niby drobiazg, ale urzekł mnie protokół z obdukcji, który można znaleźć na samym końcu książki. W takiej postaci zostały zamieszczone podziękowania, historia powstania książki itd. Bardzo oryginalny pomysł!

14.02.2017

Daphne du Maurier - Rebeka


Tytuł: "Rebeka"
Autor: Daphne du Maurier
Ilość stron: 448
Wydawnictwo: Albatros








Narratorka książki, uboga dziewczyna, pracująca jako dama do towarzystwa bogatej i nieprzyjemnej pani van Hopper, przebywa właśnie w Monte Carlo. Poznaje tu tajemniczego i bogatego wdowca Maxima de Wintera, właściciela posiadłości Manderley. Mężczyzna szybko oświadcza się naszej bohaterce.

Po ślubie przybywają do Manderley. Nowa pani de Winter czuje się przytłoczona i jest nieobyta. Nie radzi sobie z prowadzeniem domu, spotkaniami towarzyskimi oraz służbą, która zdaje się za nią nie przepadać, a konkretnie pani Danvers, która w dalszym ciągu pozostaje wierna zmarłej pierwszej żonie Maxima. W posiadłości ciągle jeszcze można odczuć obecność dawnej pani de Winter...

Od razu mówię, że ciężko mi będzie jednoznacznie ocenić tę książkę, a to z tego powodu, że jakiś czas temu czytałam trylogię Kathrin Linge, która zainspirowała się właśnie "Rebeką". Źle zrobiłam, że nie zapoznałam się najpierw z oryginałem, ale mówi się trudno. Jest tu kilka podobieństw i nie ukrywam, że stale ich też poszukiwałam. Po prostu ciężko mi na tę książkę spojrzeć jak na coś nowego, podczas gdy towarzyszyło mi uczucie "ale to już było". A to przecież "Rebeka" była najpierw, bo jest to powieść z 1938r. Ok, ale do rzeczy.

Mimo że "Rebeka" została napisana w 1938 roku to ciężko jest to odczuć. Język jest niezwykle lekki, narracja pierwszoosobowa, więc czyta się naprawdę dobrze i szybko. To taki idealny, mało wymagający tytuł na odpoczynek po męczącym dniu.

Nie jest to jednak nic specjalnego i spodziewałam się większych zachwytów. Owszem, jest dosyć klimatycznie, posiadłość w Manderley została świetnie opisana. Jednak brakuje tu akcji. Początek zapowiada nam historię rodem z Kopciuszka; zagubiona dziewczyna poznaje swojego księcia, zakochują się w sobie i tak dalej. Gdzieś tam w tle czuć, że coś się wydarzy, ale wszystko toczy się miarowo, a wręcz leniwie. Jest banalnie, rzekłabym, że bardzo kobieco. I tak przez większość książki. Później coś więcej zaczyna się dziać, a na końcu (nareszcie!) robi się bardzo interesująco i dopiero wtedy tak naprawdę się wciągnęłam i pochłaniałam końcowe strony. Szkoda, że tak późno.

"Rebeka" to powieść, której nie da się zakwalifikować tylko do jednego gatunku. To mieszanka romansu z delikatnym kryminałem i powieścią grozy. Nie brakuje też wątków psychologicznych, bo chociaż Rebeka nie żyje to wciąż jest żywa w umysłach innych osób. Można odczuć jej obecność, poczuć, jak osacza główną bohaterkę i stopniowo niszczy jej relacje z innymi.

 To także powieść o dojrzewaniu. Główna bohaterka zdaje się zupełnie nie pasować po Maxa i jego życia. W końcu to zupełnie dwa różne światy, inne warstwy społeczne. Musi jednak dojrzeć do nowej roli żony i pani domu. Musi wsiąknąć w zupełnie jej obcy świat.

10.02.2017

Nauka języka obcego - jak wytrwać?

Nowy Rok, nowe postanowienia. Jestem pewna, że są osoby, które postanowiły sobie uczyć się jakiegoś języka. Prawdopodobnie temu tu jesteście. Żeby dowiedzieć się, jak wytrwać. I co robić, by nie stracić po drodze motywacji. Dzisiaj kilka moich sprawdzonych rad.


1. Spraw, by nauka stała się Twoim nawykiem.
Jeśli trzeba, to się zmuś. Czasami na lenistwo nie ma innej rady. Postanawiasz sobie, że codziennie zrobisz coś dla swojego języka. Więc to zrób. Bez wymówek. Poświęć choćby tylko 5 minut. Jestem pewna, że z tych 5 minut zrobi się ich więcej, bo zawsze najtrudniej jest spiąć pośladki i zabrać się do roboty. Potem już z górki. Czemu masz się zmuszać? Bo żeby wyrobić nawyk, potrzebna jest regularność. To nie może być tak, że uczysz się przez tydzień, a przez kolejny nie robisz nic. To tak nie działa. Jeżeli będziesz uczyć się regularnie to z czasem (daj sobie jakieś 3 miesiące) wejdzie Ci to w nawyk i stanie się codziennością. Zaufaj mi. Zresztą tak samo jest np. z aktywnością fizyczną - apetyt rośnie w miarę jedzenia. Pamiętaj, że nawyk to podstawa!

2. Urozmaicaj swoją naukę
Uczysz się i uczysz i nagle przestaje Ci się chcieć? Brakuje motywacji? Nie możesz już patrzeć na czekające na Ciebie listy słówek? Jest na to sposób. Po prostu zrób coś innego. Obecnie jest tyle materiałów do nauki, że każdy znajdzie coś dla siebie. Sięgnij po książkę lub gazety w oryginale, obejrzyj film z napisami lub bez, zagraj w Scrabble po angielsku, załóż konto na jakimś językowym portalu, Możliwości jest mnóstwo.



3. Określ swój cel
Umówmy się. Nie masz celów, więc na dłuższą metę nic z tego nie będzie. Musisz być świadomy, po co się języka uczysz. Co chcesz osiągnąć? Zastanów się nad tym, zapisz w widocznym miejscu, a gdy przyjdzie moment zwątpienia to przypomnij sobie swój cel. Oprócz celu warto zapisać sobie wszystkie plusy znajomości języka obcego jakie przyjdą Ci do głowy.

4. Nie spinaj się i nie panikuj
Uczysz się już miesiąc i nie widać efektów? Nie panikuj i co najważniejsze - nie poddawaj się! Nauka języka to proces. Niestety długi proces. Nie traktuj jednak ewentualnych porażek jako powodu do poddania się. Zobaczysz, że zauważalne efekty często przychodzą nagle. U mnie nagle coś się odblokowało po 1,5 roku regularnej nauki, zobaczyłam, jak wiele już u mnie. Zabrało to sporo czasu, ale wiecie co? Było warto!

I na koniec...

5. Stale zaczynaj od dziś
Jesteś po dłuższej przerwie i ciężko Ci wrócić do regularnej nauki? Mówisz sobie, że jutro to zmienisz? Nie, najprawdopodobniej nie zmienisz. Zacznij od nowa już DZIŚ. Najlepiej w tym momencie, zanim Twoje myśli zostaną zalane falą wymówek.

07.02.2017

Sylwia Chutnik - Smutek cinkciarza


Tytuł: "Smutek cinkciarza"
Autor: Sylwia Chutnik
Ilość stron: 224
Wydawnictwo: Od deski do deski
Seria: Na F/Aktach








Po książki z tej serii sięgam w ciemno. Bardzo podoba mi się sam pomysł na nią oraz fakt, że są historie związane z prawdziwymi wydarzeniami. "Smutek cinkciarza" to kolejny tytuł, który przeczytałam. Kolejny, ale pierwszy, który mnie zawiódł.

Rozczarowała mnie mocno ta książka, ponieważ po przeczytaniu jej opisu miałam nadzieję na historię zbrodni i właściwie nie oczekiwałam niczego innego. Tymczasem otrzymałam coś, czego nie do końca potrafię nazwać. Generalnie podczas czytania stale zastanawiałam się, kiedy w końcu przeczytam coś o tej zbrodni oraz czy ja w ogóle mam w rękach dobrą książkę. Bo zbrodni nie było, i nie było, aż w końcu się pojawiła - na praktycznie ostatnich stronach. Nie ukrywam, że jestem rozczarowana, tym bardziej, że przez całą resztę się porządnie wynudziłam i ze zniecierpliwieniem przewracałam kolejne kartki.

Jeżeli chodzi o tematykę zbrodni to książka zasługuje na porządną naganę. Autorka skupiła się za to na przedstawieniu historii życia warszawskiego cinkciarza Wieśka i jego rodziny w czasach PRL. Klimat został świetnie oddany, można było poczuć wszechobecną biedę, szemrane interesy, a wplatane w treść słowa popularnych w tym czasie piosenek są fajnym urozmaiceniem. 

Chociaż mnie się nie podobała, to uważam, że byłabym niesprawiedliwa, gdybym definitywnie ją odradzała. Myślę, że "Smutek cinkciarza" spodoba się osobom, które chciałaby poczytać o życiu w czasach PRL, poczuć ten klimat. Jednak na rozbudowany wątek zbrodni, nagłe zwroty akcji nie ma co liczyć.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka